"Gdyby 24 lutego 2022 premierem był Tusk, to Ukraina zostałaby podbita"
– W interesie Polski jest to, żeby Rosja przegrała wojnę, żeby Ukraina się obroniła i była od Rosji niezależna, ale też w polskim interesie jest to, żeby nie polski podatnik – a najlepiej w ogóle nie europejski podatnik – za to płacił, tylko żeby zapłacił za to agresor, czyli Rosja – mówił na antenie Kanału Zero były wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński.
– Mam wrażenie, że obecnie rzekoma skuteczność naszej dyplomacji polega głównie na tym, że przytakujemy innym, czekamy co inni powiedzą – stwierdził poseł Prawa i Sprawiedliwości.
Przypomniał, że dwa dni po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę ówczesny premier Mateusz Morawiecki pojechał do Berlina. – Bez kozery, bez zahamowań stawiał Scholza do pionu. Niektórzy mówili: "to niedyplomatyczne", "trzeba delikatniej", "nie można wychodzić przed szereg". Otóż trzeba wychodzić przed szereg – powiedział polityk PiS.
Mocne słowa Jabłońskiego
– Gdyby 24 lutego 2022 roku premierem Polski był Donald Tusk, a ministrem spraw zagranicznych Radosław Sikorski, to Ukraina zostałaby przez Rosję podbita. Bo reakcja Polski byłaby taka jak w 2014 roku po aneksji Krymu. Wtedy Polska nie wychodziła przed szereg, po prostu czekała, co zrobią inni. Angela Merkel wysyłała wtedy wyrazy oburzenia, ale realnych sankcji nie było – oznajmił Jabłoński. – To jest teza, której jestem w stanie bronić bardzo długo – zaznaczył.
– W 2014 roku Donald Tusk mówił, że "Polska nie będzie w żadnej antyrosyjskiej awangardzie" – przypomniał. – Gdyby w 2014 była taka reakcja Europy i NATO jak w 2022, to Rosja byłaby dużo dalej od Polski, byłaby słabsza – mówił były wiceszef MSZ.
Na słowa Jabłońskiego w debacie Kanału Zero zareagował Mateusz Morawiecki. "Pełna zgoda, to nasza stanowcza postawa i realne wsparcie od pierwszych dni wojny przełożyły się na uratowanie Ukrainy przed upadkiem" – skomentował na platformie X były premier.